Skąd wiesz, że jesteś w dobrym związku?

 

Pexels.com / Van Tang

Gdy byłam młoda i szalona, kierowałam się mantrą, że pisarza tworzą doświadczenia - to tłumaczyło wszystkie moje licealne wyskoki, bo przecież każdy z nich miał wzbogacić mój bagaż doświadczeń i cegła po cegle czynić mnie lepszą pisarką. Później kilka wydawnictw odrzuciło moich kilka powieści i zrozumiałam, że na nic były wszystkie pocałunki po pijaku z typami, których imion nie pamiętam.

Niemniej jednak, wciąż dostrzegam ziarno prawdy we wspomnianej wcześniej mantrze - zauważyłam, że pisać o smutnych miłościach, związkach i niespełnionych marzeniach potrafię tylko wtedy, kiedy jestem smutna, bez związku i mam niespełnione marzenia. Dlatego przez dziewięć miesięcy nic nie napisałam. Bo w końcu jestem szczęśliwa :)

I dlatego też dziś przychodzę do Was (moich trzech czytelników) z krótkimi przemyśleniami, co rozróżnia dobry związek od chujowej relacji z Tindera z osobnikiem, który nie ma matury, przedniego zęba i negatywnego wyniku badań na choroby weneryczne. (Każda z tych rzeczy oczywiście może się przydarzyć w życiu, ale cmon, kurwa, nie jednej osobie naraz.)

Jest obecny/a

Byłam kiedyś w tak dziwnej relacji, że więcej o tym facecie pisałam z koleżankami, niż faktycznie się z nim widziałam. Godzinami analizowałyśmy (głównie ja, ale w ich asyście) jego każdą wiadomość. Gdy jemu nie pasowało się spotkać, to na pewno robił coś ważnego. Mnie pasowało zawsze, mimo pracy na dwa etaty i licencjatu. Doszło do tego, że kiedy koleżanka chciała iść ze mną do teatru, odmówiłam, bo z moich obliczeń wynikało, że to idealne ułożenie gwiazd i facetowi  m o ż e  będzie pasować, więc zostawiam ten termin. (Nie, finalnie to się ani z nim nie spotkałam, ani nie dowartościowałam się kulturowo.)
Ale oczywiście jarało mnie, jak niedostępny był ten koleś. Jaki tajemniczy. Ja go oswoję. Dla mnie się zmieni, otworzy, ustawi inaczej plan treningowy. Dla mnie rzuci karierę i oświadczy się po miesiącu. (Spoiler: nie, nie zmieni się dla ciebie.)

W dobrym związku nie musisz robić fikołków, bo związek to nie jest tor przeszkód. To sztafeta, w której dwie osoby podają sobie pałeczkę. Stara się dwoje ludzi. Obie strony dążą do kontaktu. Jeśli ty się z nim nie spotkasz, to on nie spotka się z tobą. Nie tylko ty ponosisz straty. 
Nieodpisywanie trzy dni po pierwszej randce było modne w polskich rom-comach dziesięć lat temu. I we ,,Friendsach", ale to Nowy Jork a my w Nowym Jorku nie jesteśmy.
Jesteśmy za to dorośli. Dojrzali. (Albo tylko dorośli, w przypadku niektórych.) I dojrzali ludzie piszą ,,dotarłaś do domu?" od razu spotkaniu. Odpisują ,,tak, to był wspaniały wieczór", bez odczekiwania godziny. Nie grają w nic. Bo wreszcie dorastasz do świadomości, że więcej można przegrać niż wygrać. 

Nie zastanawiasz się

Każdy to przerobił: Co odpisać? Czy mogę już napisać? Czy nie piszę za często? Czy mogę zaproponować spotkanie? Spotkaliśmy się już raz w tym tygodniu, pomyśli, że jestem nachalny/a. A może jestem nachalny/a? Zaproszę go/ją na noc, ale co jeśli odmowi? Czy mogę wysłać tego mema? Może się obrazi? A może pomyśli, że jestem zabawny/a. Dobra, wyślę. O Boże, wyświetlił/a i nie odpisał/a od 10min.

Wiecie, co jest zajebiste w zajebistym związku? Pewność.
Że możesz napisać absolutnie każdą głupotę i wysłać swoje absolutnie brzydkie zdjęcie.
Że możesz się popłakać szósty raz w tym tygodniu, a druga osoba to zrozumie.
Że możesz zaśpiewać w randomowym momencie zmyśloną przyśpiewkę, a on/a nie uzna tego za żenujące.
Że nie narobi ci wstydu, jeśli weźmiesz ją/go na imprezę firmową.
Że możesz bez obaw zostawić telefon na ławie w salonie.
Że nie musisz sprawdzać telefonu drugiej osoby, bo wiesz, że nic na nim nie znajdziesz.
Spokój. Ten spokój też jest zajebisty. A związek, w którym co dwa dni boli cię żołądek z nerwów, przypomina przewlekłą biegunkę, a nie miłość.

Nic zamienił/a byś tego

Piotr Mosak w rozmowie z Nagłowską (link do podcastu) powiedział mądrymi słowami, których nie pamiętam, że ludzie zdradzają, bo brakuje im czegoś w związku. Jakiegoś małego ułamka, dwudziestu procent. Wystarczyłoby zastanowić się, czy to osiemdziesiąt, które już mają, nie wystarcza.

Zawsze znajdziesz kogoś, kto będzie atrakcyjniejszy/a niż twój partner/ka. Kogoś, kto więcej zarabia. Kogoś lepszego w łóżku. Kogoś, kto lepiej gotuje. Kogoś, kto potrafi wymienić więcej stanów USA a nawet je wszystkie. Ale może nie znajdziesz kogoś lepszego w każdym aspekcie niż twój obecny partner.
I dobry związek jest wtedy, kiedy na myśl, że ten zestaw cech, umiejętności, dobroci, humoru, wyglądu mógłbyś zamienić na inny, lecz tego nie chcesz.
Wstając i zasypiając z tą samą osobą, codziennie podejmujesz decyzję o byciu z nią. To nie działa tak, że ludzie po kilku randkach ni stąd ni zowąd zasypiają i nagle budzą się z krzykiem: o kurwa, jestem od ośmiu lat w związku. 

Możesz planować 

Lubię jengę. Co prawda nigdy w nią nie grałam, ale lubię sam koncept. Wyciągasz kosteczki, aż wieża jebnie. Lubię to obserwować.
Toksyczne związki mają pewną analogię - to jebnie. Nieważne, która ze stron pociągnie za decydującą kosteczkę - to jebnie. 
Przez bardzo długi czas moje randkowanie było pierdoloną jengą, ale ja wcale nie chciałam w nią grać.

W zdrowym związku, ze zdrową osobą nie grasz w jengę. Jest stabilnie. Możesz budować tą konstrukcję, w górę i w górę, tworzysz pierdoloną wieżę babilońską, a nic się nie chwieje. Możesz rozmawiać o kolejnych kosteczkach, o przyszłości. Nie ma ,,może", jest ,,tak". Jego babcię odwiedziecie nie ,,kiedyś" a ,,za tydzień". Rzeczy są realne, terminy - istniejące w kalendarzu. I choć niektóre rzeczy - takie jak ślub, zamieszkanie, dziecko, kupno wspólnego ekspresu do kawy - mogą być odległe w czasie, to jednak możecie o nich rozmawiać. Choć nigdy nie wiadomo, czy to miłość na całe życie, to przynajmniej ma ona przyszłość dłuższą niż życie jętki. 
(Ciekawostka: dorosły osobnik jętki żyje jeden dzień.)

To właśnie jest jętka.

Nie ma rzeczy na zawsze. Ludzie się rozwodzą, umierają, wyprowadzają, zmieniają. Podejmują decyzje złe lub dobre.
Ale przyjmijmy na chwilę utopijną wizję, że związki mogą być nadal na całe życie. Czy twój związek jest właśnie tym związkiem?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy ten opis cię obrazi?

Czym ty się w ogóle przejmujesz?

Co kobiety mają wspólnego ze słoikami dżemu?

Chcesz podzielić się swoją historią lub screenem? Napisz maila na kobietytindera@gmail.com