Czym ty się w ogóle przejmujesz?

 


Pexels.com / Roman Odintsov

Pamiętam ze szczegółami historię opowiedzianą przez szwagra kilka lat temu przy wódce. Jego firmę odwiedził jakiś ważny koleś w ważnym garniaku i jeszcze ważniejszych butach. Myślę, że jego krawat był wówczas droższy niż cały strój mojego szwagra, z majtkami i zegarkiem łącznie. W sali konferencyjnej miała się odbyć to ważna rozmowa z tym ważnym gościem, ale wcześniej mój szwagier musiał udać się tam, gdzie król chodzi piechotą.
W męskiej toalecie były tylko dwie kabiny. Szwagier zająwszy jedną z nich, usłyszał kroki. Ważne kroki. Tylko ważne obuwie wydaje tak ważny stukot. Przecież ważny koleś nie może usłyszeć tak nieważnego strumienia, więc szwagier z precyzją chirurga operował sprzętem, aby załatwić potrzebę z jak największą elegancją i przede wszystkim po cichu. Był z siebie niezwykle dumny, że udało mu się nie zdemaskować przed ważnym gościem, bo jak wiemy, ważni ludzie nie sikają. Wtem nagle z kabiny obok dobiegła symfonia wybuchów, eksplozji i wystrzałów rakiet. Można by pomyśleć, że za tą cienką ścianą kończył się świat albo rodził nowy mały wszechświat. 
Szwagier opuścił swoją kabinę synchronicznie z kolesiem obok. Na jego twarzy nie było widać krzty wstydu, zero zmieszania. Powiedział tylko luźno do mojego szwagra: O, siema. 
To mojemu szwagrowi było bardziej niezręcznie, ale gdy pomyślał o tym dłużej, doszedł do prostego wniosku, że chłop załatwił potrzebę w miejscu, w którym załatwia się potrzeby. I wtedy zrozumiał jedną prostą ale zajebiście ważną rzecz: ludzie mają wyjebane.
Pięć minut później koleś prowadził prezentację w sali konferencyjnej ze stoickim spokojem, który dawały mu puste jelita.

Innym razem koleżanka oznajmiła mi, że przymierza się do zakupu sandałów tego lata. Moja reakcja: okej, co dalej?  No ale wiesz, sandały. Odkryte. No i?
Zwierzyła mi się, że potwornie nie lubi pokazywać swoich stóp. Znałyśmy się wtedy jakieś cztery czy pięć lat. Ja przez wszystkie te lata nawet nie zauważyłam, że ona ma stopy.
Opowiedziałam jej tę historię o szwagrze i ważnym gościu, wzbogacając ją o dodatkowy morał: świat ma wyjebane w twoje stopy

Stres przedrandkowy

Youtube.com / Guinness World Records

5 stycznia 2015 roku chiński atleta Li Long Long ustanowił rekord Guinessa w wchodzeniu po schodach głową. Przeskoczył aż 36 stopni, wypychając się jedynie głową, nie dotykając kondygnacji żadną kończyną. 
Dziwnych rekordów Guinessa jest  naprawdę dużo. Ja myślę, że pobiłam już rekord kiepskich pierwszych randek z Tindera (problem będzie jedynie z udokumentowaniem tego). Możecie myśleć: bez przesady, ile razy można źle trafić? (No, dużo.) Ale to co zmieniło się na przestrzeni kilkunastu miesięcy mojego randkowania, to na pewno podejście.

Pamiętam stres przed pierwszą-pierwszą randką. Nie wyglądam grubo? Makijaż? Za mocny, za słaby? Być chwilkę przed czasem czy spóźnić się nonszalancko dziesięć minut? Powinnam dużo mówić? A może udawać tajemniczą, a może...?
I pamiętam też podejście przed dziesiątą pierwszą randką: oby ON miał wszystkie zęby. Oby ON się nie spóźnił. Oby ON nie okazał się chamem. Oby ON był przystojny i nie miał za mocnego makijażu. Oby ON spodobał się mi, bo ja na pewno spodobam się jemu. 
To trochę jak z pójściem do kina. Raczej myślisz, czy to film ci się spodoba, a nie czy pójdziesz dobrym korytarzem na salę, bo takie rzeczy robi się intuicyjnie. Na co dzień nie mylisz korytarzy i drzwi, nie zapominasz języka w gębie, chcąc zamówić popcorn, nie potykasz się (na pewno nie codziennie), wchodząc po schodach, więc naturalnie nie masz tych obaw, wybierając się do kina.
Więc zaczęłam martwić się, czy randka nie będzie nudna, a nie czy ja nie wydam się nudna (bo wiem, że nie jestem). Każdego dnia robisz wszystko, by czuć się lepiej ze sobą, lepiej wyglądać, być lepszym człowiekiem. Jesteś aktualizacją siebie z dnia na dzień. Przed randką jest już za późno na nowe oprogramowanie, ale zastanów się, czy aplikacja, którą zaraz pobierzesz nie będzie zbyt przestała na twój system. Jedyne obawy jakie możesz mieć przed pierwszą randką to te odnośnie drugiej osoby, bo ze sobą już nic nie zrobisz.

Ta zmiana podejścia, to zasługa dużego wzrostu pewności siebie, a wierzcie mi, nie ma seksowniejszej cechy niż pewność siebie. Pewność siebie to przede wszystkim polubienie samej/samego siebie. Lubię swoje poczucie humoru, więc inni też je lubią. Lubię swój wygląd, więc wielu osobom się podobam. Jestem inteligentny/a, więc ludzie to we mnie dostrzegają. Kocham siebie, więc ktoś inny też może mnie pokochać. Jak ktoś inny może pokochać cię, jeśli sam/a siebie nie kochasz?

Wiecie, kto najbardziej umie mnie rozśmieszyć? Ja sama. Ewentualnie kumple z pracy.


Fake it till you make it

W CV często się trochę kłamie. Mnie bardzo zależało, żeby dostać wreszcie pierwszą pracę w branży. Może nie wpisałam, że potrafię jeździć konno i biegle mówię po chińsku, ale ubarwiłam moje umiejętności chociażby o umiejętność obróbki video. (Tzn. ja nawet nie kłamałam pracodawcy, ja po prostu sama żyłam w błędzie, wierząc, że potrafię to robić, skoro w wieku 10 lat montowałam na Youtube filmiki z fragmentami ,,Zmierzchu", a w tle leciało ,,Thousand years" w wykonaniu Christiny Perri).
Już po kilku dniach przyszło mierzyć mi się z materiałami video. Na mailowe pytanie kamerzysty, czy w proxy ma wrzucić lut czy log, odpisałam, że oczywiście, że wolę luta. Googlowałam kwadrans wcześniej, co w ogóle znaczą te słowa.

Z pewnością siebie jest podobnie. Nikt nie rodzi się z wielką pewnością siebie. Żaden niemowlak w pielusze nie staje nagle na dwóch nogach, patrząc w zadumie w przestrzeń, mówiąc: o tak, rozpierdolę ten świat, ale najpierw czas na kaszkę. Pewność siebie to cecha nabyta, o mniejszym lub większym stężeniu.
Nie dla każdego jej wysokie stężenie będzie się wydawać atrakcyjne. Znam mężczyzn, którzy lubią szare myszki. Znam kobiety, które lubią nieśmiałych mężczyzn, otwierających się tylko przy nich, stopniowo jak kwiaty na wiosnę, płatek po płatku, aż do pąka. I to też jest okej. Jeden lubi kawę z mlekiem, a drugi mleko z kawą (ja wolę to drugie).
Jednak ludzie bardzo dążą do zwiększenia pewności siebie, ponieważ ta cecha jest po prostu psychologicznie atrakcyjna (a że ja nie posiadam takich kwalifikacji, żeby posiłkować się słowem ,,psychologiczna", to znów muszę wrzucić Wam dowód w postaci pożyczonego psychologa:)

Youtube.com / Człowiek Absurdalny

Gdzie więc kupić ten magnes na ludzi, którym jest pewność siebie? Gdzie to rozdają? Nigdzie. Zaakceptuj siebie w stu procentach, a jeśli jesteś jeszcze na siedemdziesięciu siedmiu, to nie pozwalaj innym odczuć tych brakujących dwudziestu trzech. Nie pamiętam, kiedy zaczęłam się sobie podobać, ale pamiętam, kiedy zaczęłam mówić o sobie ,,ładna", mimo że tak się nie czułam.

A jeśli nie chcecie zmieniać na siłę swojej pewności siebie, lubicie być tym małżem, co tak rzadko się otwiera i skrywa w sobie perełkę, to nim bądźcie. Małże pojawiły się na Ziemi jeszcze przed kręgowcami, żyją sobie w słonej wodzie i jest im dobrze. 

Tylko bądź dumnym małżem bo, hej, czym ty się w ogóle przejmujesz? Świat ma wyjebane w Twoje stopy. A małże to w ogóle nie mają stóp.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy ten opis cię obrazi?

Co kobiety mają wspólnego ze słoikami dżemu?

Chcesz podzielić się swoją historią lub screenem? Napisz maila na kobietytindera@gmail.com