Dlaczego święta są trudne dla singli?
Ho, ho, ho! Niektórych z Was smuci, że święta już za nami, a niektórych niezwykle cieszy, bo ten nieprzyjemny maraton mają już za sobą.
Była choinka, były prezenty, był barszcz, ciotka której trochę nie lubisz, ale była w tym roku wyjątkowo znośna. Rodzice pokłócili się tylko siedem razy (to o dwa mniej niż w zeszłym roku). Kevin leciał w telewizji, winko z wizerunkiem najświętszej Maryi Panny pięknie weszło po pasterce.
Zatem dlaczego niektórzy single wrócili ze świąt smutni/ rozczarowani/ wkurwieni?
Konfrontacja oczekiwań z rzeczywistością
Jeśli jesteście singlami od kilku miesięcy, to może nie było tak źle.
Jeśli jesteście singlami od niedawna, po super długim związku, to pewnie trochę gorzej, bo raczej padły pytania, czy Mariusz też będzie? albo A co z Kasią?
Jeśli to Wasze kolejne singlowe święta, to już masakra. Bo pewnie rok temu siedziałeś i patrzyłeś na tą kuzynkę Olę, że nawet taka potwora znalazła swego amatora, więc za dwanaście miesięcy na pewno przyjedziesz do rodziców z jakąś piękną Sylwią. A ty pewnie chciałaś pochwalić się jakimś przystojnym Bradem Pittem, a mogłaś jedynie nową sukienką.
I trochę się robi przykro, ale trochę się nasłuchaliście tych wszystkich podcastów dla młodych ludzi, że teraz czas na Was, zajmijcie się sobą i swoimi pasjami i staracie się im uwierzyć, jakie to życie w pojedynkę jest cudowne. Samemu też można podróżować, zapisać się na jakieś tańce albo lekcje nurkowania w akwalungach. Albo zaczniecie gotować, bo zawsze chcieliście się tego nauczyć. Albo joga. Medytacja. Co jeszcze jest teraz modne?
No i już trochę się wierzy w to bajkowe życie bez zobowiązań. Będzie dużo przypadkowego seksu, alkohol będzie się lał litrami, będzie się spełniać i w ogóle to będzie zajebisty rok! Instagram się zesra od lajków pod Waszymi zdjęciami!
I wtedy do pokoju w ten piękny wigilijny wieczór nieskalany płatkiem śniegu (bo to Polska) wchodzi on. Wujek Bogdan. Już lekko czerwony od alkoholu i temperatury w pomieszczeniu, przepocony podkoszulek przebija spod białej koszuli, wąsik wilgotny od kieliszka bimbru, w którym się lekko zamoczył. I wujek Bogdan, dzięki tym wszystkim swoim super mocom, ma prawo i ma czelność zapytać Was oficjalnie, rzecz jasna, na forum, bo tak prawdziwi mężczyźni pytają:
Czy masz jakąś pannę/ jakiegoś kawalera?
Kiedy jeszcze byłam w związku, to nie mogłam się wręcz doczekać, aż jakaś ciotka wyjęta z szafy mnie o to zapyta. Lecz od ostatnich świąt zaczęłam się zastanawiać, czy te pytanie jest tylko niewygodne dla mnie, czy dla wszystkich singli? Czy jestem przewrażliwiona, ponieważ kolejne święta z rzędu nie zaspokoiłam potrzeb wuja Bogdana, przyprowadzając do domu absztyfikanta, który sprosta jego oczekiwaniom i napije się z nim wódki?
(Dla jasności - ja nie mam wujka Bogdana, to fikcyjna postać będąca archetypem rubasznego polskiego wujaszka. Możecie sobie w tą opowieść wrzucić Waszych krewnych.)
Odpowiedziałam sobie już te pytania sama: tak, mam prawo czuć się urażona. Tak samo, jak bezpłodna kobieta ma prawo czuć się urażona pytaniem, kiedy doczeka się potomstwa. Bezrobotny facet - na pytanie, kiedy znajdzie pracę. Problemów nie rozwiązuje się tak, jak głosi słynny aforyzm pewnej Tik-tokerki: ,,if you are homeless, just buy a house".
Niektóre tematy są bardzo delikatne, a wujaszkowie urodzeni przed rokiem 70 słyną z braku subtelności. Niektórymi przeżyciami dzielisz się tylko pijana z koleżankami: Ej staraaaa, ostatnio się spotykam z takim Jaaaackieeeem. Ale on ma PAAAAŁE, a niekiedy nawet im nie chcesz o tym powiedzieć.
Ludzie są różni i mają różny stopień otwartości. Nie każdy chce się chwalić przy rodzinnym stole, komu obciąga od kilku miesięcy. I nie chodzi tu o jakieś tabu, każdy ma swój powód, aby trzymać swoją relację lub jej brak dla siebie., np. Spotykam się z kimś, ale boję się, że to się niedługo rozpadnie. / Spotykam się z kimś, ale boję się, że jej nie zaakceptujecie. / Spotykam się z kimś, ale nie takiej płci, jakbyście oczekiwali ode mnie. / Nie spotykam się z nikim i bardzo nie idzie mi w randkowaniu w ostatnim czasie, ale nie chcę wam o tym mówić. Albo:
Powodów może być, kurwa, miliard. I zrozumie to każdy taktowny lub choć trochę empatyczny człowiek, aby o takie tematy nie wypytywać, zwłaszcza w uroczysty dzień i zwłaszcza na forum.
Zaskakuje mnie tylko jedna kwestia: dlaczego wigilia jest tak wyjątkowym dniem, że dalsi członkowie rodziny mówią sobie: chuj, dzisiaj przełamię wszystkie granice i wejdę z butami w życie mojego bratanka. Akurat dziś muszę wiedzieć, czy rucha czy nie.
Oczywiście żartuję. Oczywiście nikt nie postanawia sobie tego miesiąc przed świętami, nikt nie spisuje listy niewygodnych pytań na święta, tylko po to, żeby Wam dopierdolić. (No, nie dam sobie ręki obciąć, może tacy socjopaci tylko czekają na ten jeden dzień, by tę listę naprawdę sięgnąć z kieszeni.)
Mogę się jedynie domyślać, że święta są magiczne i tragiczne jednocześnie, bo widujemy się często z rodziną, z którą widujemy się rzadko i niektórzy bardzo pragną, aby przy tej okazji nadrobić szczegóły z życia krewnych, a wiadomo - te najpikantniejsze są najciekawsze.
(Dla mnie nie, ale just saying. Serio, mnie nie obchodzi, czy ciotka Teresa se kogoś znalazła po śmierci Mariana czy nie. Życie dalszej rodziny nie interesuje mnie w wigilię tak samo jak w pozostałe 364 dni w roku.)
Stawianie granic
Skoro już pożaliliśmy się na nasze rodziny i ciężki żywot singla, to przychodzę z odpowiedzią, jak z tym skończyć. W tym celu zapytałam na Instagramie psychoterapeutę Michała Brzegowego, jak radzić sobie z niewygodnymi pytaniami podczas świąt. Odpowiedź była bardzo prosta i konkretna: postawić granice. I Pan Michał nawet dokładną formułkę dla nas wszystkich napisał:
Moim dzikim marzeniem jest olać tradycję i spierdolić do jakiegoś hotelu na święta/ jechać w góry/ do ciepłych krajów. Gdziekolwiek. Ale do tego oczywiście potrzebuję faceta, o którego pytał wujek Bogdan.
Wspaniały wpis o bardzo aktualnych problemach wielu ludzi. Warto podnosić takie tematy. Pozdrawiam....
OdpowiedzUsuń