Dlaczego nie umiesz wyjść z beznadziejnego związku?

Pexels.com / Pixabay

Żaba jest płazem zmiennocieplnym. Ta jej obrzydliwa skóra pozwala przystosować się do każdej temperatury otoczenia. Myślicie, że jest dzięki temu niezniszczalna? Łatwo się na tym przyjechać. Jak włożycie żabę do garnka z letnią wodą i postawicie go na ogniu, żaba będzie się pławić w kąpieli. Podkręcicie gaz, woda się ogrzeje, żaba zachwycona. Po dziesięciu minutach woda będzie wrzeć, a żaba ugotuje się żywcem.
Ale wrzućcie taką żabę do wrzątku - od razu z niego wyskoczy. 
Opowiadam Wam o tym nie dlatego, że byłam ostatnio w Paryżu i najadłam się żab. Wręcz przeciwnie - nie tknęłam ani jednej, ślimaka też nie. Ale sytuacja, którą opisałam, nosi miano syndromu gotującej się żaby. Wymyślił to bodajże Olivier Clark. Przekłada się to wszystkie nasze sytuacje życiowe. 

Pracujesz w biurze. Szef wysyła maila wieczorem, nie odpisujesz, a następnego dnia dostajesz opieprz, czemu nie odpisałeś, przecież to było pilne. Więc następnym razem na nocną korespondencje reagujesz jak na SORze. Innym razem szef prosi cię, abyś został po godzinach, które nie są płatne. No spoko, czasem się zdarzy taka sytuacja. Tydzień później zleca ci projekt o godzinie dwudziestej w piątek. Ma być skończony na sobotę rano. To ważny klient, rozumiesz, że musisz to zrobić bez dyskusji. Jakie jeszcze twoje granice musi przekroczyć, abyś zrezygnował z tej pracy?
Czy gdyby na rozmowie rekrutacyjnej powiedział ci: będę do ciebie pisał po nocach, a ty będziesz tyrał po godzinach i w weekendy za najniższą krajową, bez podwyżek i premii wziąłbyś tą pracę?

Podobnie jest w związkach. Podniósł na ciebie głos. Miał prawo, wkurzył się. Uderzył, ale to było pod wpływem emocji, w dodatku lekko, przecież nie chciał. Zdradził cię. Ale tyle razem przeszliście. Szantażował cię, że jeśli go zostawisz, roześle twoje nagie zdjęcia kumplom. Na pewno by tego nie zrobił, co?
Gdyby powiedział ci pierwszego dnia waszej znajomości, jak będzie za rok, weszłabyś w to?


Festiwal czerwonych świateł

Jak chcecie sobie obejrzeć ładne światełka, to wybierzcie się na Bella Skyway Festival w Toruniu. Organizowany jest co rok, zwykle w okolicach sierpnia. Centrum miasta wygląda wtedy magicznie.
Magicznie natomiast nie wygląda związek, w którym cały czas pika czerwona lampka z tyłu głowy. Często znajomi opowiadają mi o swoich związkach, a ja słucham z niedowierzaniem, zastanawiając się: co jeszcze musi się odjebać, abyście się rozstali? 
Wiadomym jest, że każdy z nas chce być kochać i być kochanym, ale miłość nie polega na ośmiu zerwaniach w miesiącu, pijackim płakaniu przez telefon i kłótniach, gdzie jedno wychodzi z domu o drugiej w nocy. Te rzeczy się zdarzają, owszem, ale nie, na litość boską, regularnie.
Takie związki są w stanie przetrwać tylko w filmach, a tym, którzy naoglądali się za dużo ,,Aftera" (to taki film dla nastolatek, który gloryfikuje toksyczne związki) pragnę przypomnieć, że genezą jest książka, która początkowo była pisanym na Wattpadzie fan-ficiem o Harrym Stylesie, wokaliście nie istniejącego już One Direction. Jeśli chcecie rollecoastera jak w tym filmie, to wybierzcie się do Energylandii zamiast pakować w relacje z niewłaściwymi osobami. 

Wiadomo, że nie ma osób idealnych, ale zastanówcie się trzy razy, jeśli wasz potencjalny partner/ partnerka jest rekordzistą w machaniu największą ilością czerwonych flag jednocześnie. Poznawanie drugiej osoby powinno być przyjemnością a nie skakaniem po polu minowym, gdzie każda kolejna informacja to bomba o jeszcze większej sile rażenia.
Dla każdego z nas czerwonym światłem będą różne rzeczy. Niektórzy faceci uciekają, gdy dowiadują się, że kobieta ma dziecko, ktoś inny to zaakceptuje. Niektórym kobietom będzie przeszkadzało, że mężczyzna nie ma pracy, inna - zaopiekuje się nim, napisze CV i jeszcze roześle.

Kiedyś poznałam bardzo fajnego gościa, nazwijmy go Przemek. Przemek miał niezłą klatę, wybitne poczucie humoru i długi w brytyjskim banku na 300 tys. funtów, ale wytłumaczył mi łagodnym i wcale niewkurwionym krzykiem, że nie znam się na tym, że on ma wszystko pod kontrolą, że firmę to założy na żonę. Trochę mnie przestraszyły te informacje, ale postanowiłam zaufać. Koleś, jakby nie patrzeć, miał jakiś plan (a to, że w tym planie ja jako potencjalna żona pełniłabym funkcję słupa finansowego, to już inna kwestia).
Odpadłam, gdy dwa dni później powiedział mi, że oddał nasienie do banku spermy, bo w sumie czemu nie i dają za to cztery koła.

Wtedy uznałam, że to za duże combo jak na mnie, a moja koleżanka skwitowała to żartem:

Archiwum prywatne

Przemek trzeciego sutka nie ma (lub ewentualnie usunął), sądząc po galerii na insta. Do dziś wspominam go pseudonimem ,,Typ od banków".

Jeśli jednak wdaliście się w fantastyczny związek, niezniechęceni światłami migoczącymi na czerwono niczym chiński smok na Bella Skyway Festival, to może warto zastanowić się nad przyszłością tego związku. Czy chcesz codziennie wątpić, martwić się i pisać rozprawki na Facebooku do swoich znajomych z prośbą o rady?
Jeden mój kumpel zawsze powtarzał: związek powinien być fajny. I to zdanie jest banalnie proste, ale genialne. Jeśli przez 90% czasu nie jest fajnie, to gotujesz się w wodzie jak żaba, bo na początku było fajnie (na początku zawsze jest fajnie), a potem nagle ktoś podkręcił palnik i przestało. 


Jak rzucić palenie?

Ja nie palę, ale dla Was wygooglowałam metody rzucania palenia: nikotynowy substytut, preparaty z cytozyną, terapia behawioralna, hipnoza. Dużo internautów pisało o odwadze, silnej woli i determinacji. Inni mówili: znajdź powód, znajdź osobę, dla której to zrobisz, pomyśl o swoim zdrowiu. I wiecie co? Nikt, kurwa, nie powiedział: pal jeszcze więcej, to na pewno pomoże.

Dlaczego więc, próbując wyjść z nieudanego związku, chcesz jeszcze raz napisać do byłej/ byłego? Jeszcze jedna wiadomość, jeszcze jeden nudes. Jeszcze jedno spotkanie na piwko, bo przecież przyjacielskie piwko nikomu nie zaszkodziło. No i ostatni seks po zerwaniu, bo przed zerwaniem jakoś się sobą nie nacieszyliśmy. W sumie to po tym seksie stwierdziliśmy, że wracamy do siebie.
I od nowa, Polska Ludowa.

Niektórym te powroty wychodzą na dobre. Mija wystarczająco długo, kilka tygodni albo pór roku, ludzie się zmieniają, przemyślą kilka kwestii. Dochodzą do wniosku, czemu wcześniej jebło i postanawiają dać sobie drugą szansę.
Ale ludzie nie zmieniają się po tygodniu. Takie schadzki to jest ten sam worek ze śmieciami, tylko ktoś go na chwilę wystawił na klatkę schodową, żeby w domu nie śmierdziało, a po chwili wniósł go z powrotem do środka. 

Jeśli decydujesz się zakończyć związek, to odetnij od siebie wszystko, co cię powstrzymuje. Uświadom sobie, że jesteś we wrzątku, do którego nigdy byś nie wskoczył/a.


Kiedy powiem sobie dość

Wszystkim, którzy tkwią w szkodliwych związkach, którzy są niszczeni regularnie przez drugą osobą i przez swoje głupie decyzje (czy warto było szaleć tak?), życzę, aby wreszcie udało się wam wyskoczyć z tego wrzątku. Związek to nie asceza, a wy nie jesteście Świętym Franciszkiem

Obserwuję psychologa Piotra Mosaka na Instagramie. Czasem odpowiada fajnie na pytanie followersów (wiecie, taka darmowa konsultacja psychologiczna w zamian za fejm). Raz natknęłam się na takie stories:

i
Instagram.com / Stories Piotr.Mosak.Official

Ja nie mam kwalifikacji psychologa, ale Pan wyżej już tak, więc może jego słowa będą dla was większym autorytetem.
Nie bójcie się nie być w związku. Nie bójcie się wyskoczyć ze złego związku. Lepiej jest być szczęśliwym singlem niż gotować się we wrzątku.

Wiem, że jak już się człowiek zasiedzi w cieplutkiej wodzie, to ciężko jest ruszyć z niej tyłek i postawić stopy na zimnej posadzce w łazience.
Co kilka dni wracam z pracy, zostawiam laptopa w korytarzu i idę biegać 10km. Czy chce mi się biegać w takim zimnie? Absolutnie nie. Cholernie mi się nie chce. Jednakże najtrudniejszą częścią tego maratonu jest założenie stroju do joggingu i wyjście z domu. A potem to już jakoś leci, bo jest tak kurewsko zimno, że trzeba biegać, aby się rozgrzać. 
Gdy już wyskoczycie ze swojego garnka, to też jakoś to będzie, daję wam słowo.

Spoiler dla widzów ,,Aftera": Hardin i Tessa nie są finalnie razem. Przecież to, do kurwy nędzy, nie mogło się udać.



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy ten opis cię obrazi?

Czym ty się w ogóle przejmujesz?

Co kobiety mają wspólnego ze słoikami dżemu?

Chcesz podzielić się swoją historią lub screenem? Napisz maila na kobietytindera@gmail.com